Wielki cud
Betty Baxter

Wprowadzenie
Historia życia Betty Baxter, którą przeczytasz tutaj, jest jednym z najpotężniejszych cudów, o jakich kiedykolwiek słyszano. To dramat wyzwolenia w naszych czasach, który dorównuje największym cudom w Biblii. To, że młoda dziewczyna, beznadziejnie kaleka i zdeformowana, taka jak kobieta, którą Jezus uzdrowił w Ewangelii Łukasza 13:10-13, mogła mieć wiarę, że Jezus ją uzdrowi, jest wyzwaniem dla każdej osoby, która kiedykolwiek poczuła straszną bezradność, która następuje po długotrwałej chorobie.

Jezus ukazał się Betty, przemówił do niej, położył swoje zranione ręce na jej skręconym kręgosłupie i w jednej chwili rozciągnął jej ciało i sprawił, że stała się całkowicie zdrowa. To prawdziwa historia, która miała miejsce w Fairmont w Minnesocie w 1941 roku. Fairmont Daily Sentinel doniósł o jej uzdrowieniu w dużych nagłówkach na pierwszej stronie. Niedługo po jej uzdrowieniu 1000 osób zebrało się w audytorium college'u, aby zobaczyć i usłyszeć, jak opowiada swoją historię.

Betty, obecnie mężatka i matka pięknego syna, podróżuje z mężem po całej Ameryce na każde wezwanie, aby przyjść i opowiedzieć, co uczynił Bóg. Oboje są ewangelistami i często prowadzą kampanie odrodzeniowe z doskonałymi wynikami. Jezus z Nazaretu, który uzdrowił Betty Baxter chce zrobić coś dla Ciebie, gdy to czytasz. Później już nie będziesz taki sam.

Historia uzdrowienia Betty Baxter
Od kiedy pamiętam, nie byłem zdrowy jak inni chłopcy i dziewczęta. Moje ciało było poskręcane, okaleczone i oszpecone. Nigdy nie zapomnę strasznego uczucia, że ​​nie ma nadziei. Wiem, jak to jest, gdy lekarz rodzinny bada mój przypadek i mówi: „Betty, nie ma nadziei”, a potem jedzie się z jednego szpitala do drugiego i widzi, jak specjaliści kręcą głowami i mówią: „W tym przypadku medycyna nic nie może zrobić!”

Urodziłem się z krzywym kręgosłupem. Każdy kręg był zły i skręcony względem siebie. Jak wiesz, ośrodki nerwowe znajdują się w kręgosłupie. Zdjęcia rentgenowskie wykazały, że kości były skręcone wokół siebie, więc mój układ nerwowy również był niesprawny.

Pewnego dnia, gdy byłem w Szpitalu Uniwersyteckim w Minneapolis w stanie Minnesota, zacząłem się trząść. Na początku było to coś w rodzaju drżenia, ale wkrótce trząsłem się strasznie od stóp do głów. Podskoczyłem z łóżka i upadłem na podłogę. Lekarz wbiegł i położył mnie z powrotem do łóżka. Powiedział: „Na to właśnie czekałem. Teraz ma taniec św. Wita i nie pozostaje nic innego, jak tylko odesłać ją do domu”.

Wzięli szerokie pasy i przywiązali mnie do łóżka. Nie powstrzymało mnie to od trzęsienia się, ale od wypadnięcia z łóżka. Trzymali mnie przywiązaną do łóżka dzień i noc i poluzowali pasy tylko na tyle, aby mój asystent mógł mnie wykąpać. Gdyby pasy zostały zdjęte, moje ciało stałoby się nieposłuszne.

Wiem, co to znaczy cierpieć. Żyłem w cierpieniu. Lekarze dali mi środki przeciwbólowe, abym mogła znieść cierpienie. Kiedy przyszłam na świat, moje serce nie było normalne i pod wpływem środków znieczulających stan się pogarszał. Zdarzało się, że co tydzień miałam zawał serca.

W końcu moje ciało tak przyzwyczaiło się do trucizny, że nie miała ona żadnego wpływu. Musiałam gryźć wargi, aby nie krzyczeć, gdy choroba szalała. Dopiero po dwóch lub trzech zastrzykach mogłam uwolnić się od tego męczącego, bolesnego bólu. Pamiętam dzień, w którym lekarz zabrał mi środki przeciwbólowe. Powiedział do mojej matki: „Pani Baxter, to już nie działa. Jej ciało się do tego przyzwyczaiło”. Zdjął wszystko z mojego łóżka i powiedział: „Betty, jestem zasmucony, że nie mogę już dawać ci zastrzyków morfiny. To wszystko, co mogę teraz powiedzieć”. Miałam wtedy zaledwie dziewięć lat. Och, pomyśl, jak długie były noce, kiedy leżałam tam i walczyłam z bólem. Wiele razy rzucałam się i przewracałam w łóżku, walcząc o życie i czując się całkowicie bezsilna. Potem leżałem nieprzytomny przez wiele godzin.

Wychowałem się w domu chrześcijańskim. Moi rodzice nie wierzyli w całą ewangelię, tak jak ja dzisiaj, należeli do Kościoła Nazarejczyka, ale kochali Jezusa. Matka uczyła mnie historii Jezusa odkąd pamiętam. Moja matka wierzyła Biblii i mówiła mi, że Jezus jest tym samym Zbawicielem dzisiaj, jakim był, gdy chodził po brzegu jeziora Genezaret, i że uzdrawia dzisiaj, jeśli tylko ludzie uwierzą w Niego i zaufają Mu.

Kiedy miałem takie chwile bólu, ciepłe modlitwy mojej matki były jedynym pocieszeniem, jakie otrzymałem. Kochająco prowadziła mnie do Jezusa i powiedziała mi, że pewnego dnia Jezus mnie uzdrowi. Moja matka kochała Jezusa wielką miłością i wierzę, że rozumiała Go lepiej, niż ja kiedykolwiek mógłbym zrozumieć. Wydawało się, że wiedziała, jak przekazać mi właściwe słowa o Nim. Sprawiła, że ​​Jezus stał się dla mnie tak realny. Kiedy miałem dziewięć lat, w czasie strasznego cierpienia, zaprowadziła mnie do Jezusa i zostałem zbawiony.

Mój kochany ojciec nie wierzył, że Jezus mnie uzdrowi, ale był dla mnie dobrym ojcem i nigdy nie zabraniał mojej matce modlić się za mnie.

Najciemniejsza godzina nadeszła, gdy wieźli mnie karetką po szpitalnym korytarzu. Przyjechał lekarz, zatrzymał karetkę i spojrzał na mnie: „Betty, zrobiliśmy ci prześwietlenie pleców. Każdy kręg jest poza stawem, twoje kości są skręcone i potrzebujesz nowej nerki. Dopóki masz starą nerkę, będziesz czuła tylko ból!”

Mój ojciec powiedział: „Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby moje dziecko znów było zdrowe, ale nigdy nie będę jej ciąć nożem”. Nigdy nie miałem operacji, poza jednym razem, gdy Jezus interweniował chirurgicznie i nie pozostawił żadnych blizn. Jakie to cudowne, gdy Jezus coś dla nas robi. Zawsze jest to doskonałe i nigdy nie ma żadnych skutków ubocznych.

„Cóż, panie Baxter”, powiedział lekarz, „nie mamy najmniejszej nadziei na to, żeby cokolwiek uporządkować w tym bałaganie kostnym, który jest w ciele Betty. Zabierz ją do domu i pozwól jej być tak szczęśliwą, jak to możliwe”.

Miałem wtedy jedenaście lat i nie miałem pojęcia, że ​​lekarz nie ma dla mnie żadnej nadziei i odsyła mnie do domu, żebym umarł. Spojrzałem na niego i powiedziałem: „Tak, doktorze, ale pewnego dnia Bóg uzdrowi moje ciało. Wtedy będę zdrowy i silny!”

Miałem wtedy wiarę, ponieważ moja mała mama przeczytała mi Słowo Boże i opowiedziała o Jezusie, więc moja wiara była silna. Jednym z ulubionych wersetów biblijnych mojej mamy w tamtych czasach było: „Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy” i „Wszystko jest możliwe u Boga”.

Zabrali mnie do domu, gdy lekarz powiedział, że wkrótce umrę. Z jakiegoś nieznanego powodu poczułem się gorzej. Bóle, które miałem wcześniej, były niczym w porównaniu z tym, co miałem mieć po powrocie do domu. Coś we mnie pękło i oślepłem. Leżałem ślepy przez tygodnie. Potem ogłuchłem i nie mogłem słyszeć. Mój język spuchł i został sparaliżowany. Nie mogłem wypowiedzieć ani słowa. Ale potem ślepota mnie opuściła, podobnie jak głuchota i paraliż mojego języka.

Wydawało mi się, że jestem w posiadaniu straszliwych mocy, które próbowały mnie zniszczyć. Ale moja matka modliła się ze mną każdego dnia i mówiła, że ​​Bóg jest wystarczająco potężny, aby uzdrowić moje ciało.

Nie potrafię zliczyć godzin, które tam leżałam dzień po dniu, nie widząc nikogo poza ojcem, matką i lekarzem. Kiedy leżałam tam przez te lata, odizolowana od świata, odkryłam jedną rzecz. Lekarze mogą odizolować cię od twoich bliskich, mogą trzymać twoich przyjaciół z dala od twojego łóżka, ale nie mogą odizolować cię od Jezusa.

To właśnie podczas tych lat izolacji poznałam Króla królów i Pana panów. Wielu mówiło mi: „Betty, dlaczego Bóg cię nie uzdrowił, kiedy byłaś małym dzieckiem i miałaś taką wiarę?” Nie wiem! Drogi Boga nie są naszymi drogami. Drogi Boga są najlepsze! Jedno wiem teraz - podczas tych strasznych lat izolacji i bólu naprawdę poznałam Jezusa. On mieszka w dolinie, mój przyjacielu! On jest lilią doliny i tam Go znajdziesz, jeśli Go szukasz. Kiedy staniesz w cieniu, zobaczysz Jezusa.

Mama kąpała mnie rano, a potem odchodziła. Kilka razy słyszałam, jak ktoś cicho chodził obok mojego łóżka i zastanawiałam się, czy to mama wchodzi do pokoju, gdy leżałam tam i słuchałam. Potem słyszałam łagodny głos, który poznałam. Nie był to głos taty ani mamy. Nie był to też głos lekarza. To był Jezus mówiący do mnie. Za pierwszym razem, gdy to się zdarzyło, bardzo delikatnie zawołał mnie po imieniu. Zna twoje imię i wie, gdzie mieszkasz.

"Betty! Betty! Betty!" Zawołał mnie trzy razy, zanim odpowiedziałam. Powiedziałam: "Tak, Panie, zostań ze mną i porozmawiaj ze mną trochę, bo jestem taka samotna!"

Czy chciał zostać i porozmawiać ze mną? Tak, chciał. Powiedział wiele, ale jednej rzeczy nigdy nie zapomnę. Myślę, że powiedział mi to, ponieważ wiedział, że to mnie uszczęśliwi. Zawsze mówił: „Betty, kocham cię!” Jezus, w swoim miłosierdziu, chciał spojrzeć na mnie w mojej ukrytej pozycji, tak szalonej i pokręconej jak ja.

Kiedy tata mnie podniósł, nie byłem wyższy od mojego czteroletniego brata. Na moich plecach wyrosły duże guzy, największe na szyi, a potem jeden po drugim wzdłuż całych pleców. Moje ramiona były sparaliżowane aż do nadgarstków. Mogłem poruszać tylko palcami. Moja głowa była pokręcona i leżała na mojej piersi. Kiedy piłem wodę, musiałem pić przez lejek, ponieważ nie mogłem podnieść głowy. To właśnie w tej pozycji Jezus szepnął, że mnie kocha. Powiedziałem: „Jezu, pomóż mi być cierpliwym, bo nie mogę nic zrobić przeciwko Tobie, dopóki wiem, że mnie kochasz”. Wielokrotnie szeptał: „Pamiętaj, dziecko, nigdy cię nie zapomnę ani nie opuszczę”.

Drogi przyjacielu, jestem przekonany, że kochał mnie tak samo mocno, gdy byłem kaleką, zapomnianym przez cały świat, jak teraz, gdy jestem zdrowy, silny i zdolny do pracy dla Niego.

Pamiętam, jak Jezus stał przy moim łóżku i powiedziałem do Niego: „Jezu, czy wiesz, że lekarze nie dadzą mi już morfiny, żeby złagodzić mój ból? Zastanawiam się, czy wiesz, jak silny jest ten ból w moich plecach, gdzie są te guzy?” A Jezus powiedział: „Och, wiem! Nie pamiętasz? Tego dnia wisiałem między niebem a ziemią, nosiłem w sobie cierpienie i choroby całego świata”.

Z biegiem lat straciłem wszelką nadzieję na wyzdrowienie z pomocą lekarzy. Pewnego dnia przyszedł do mnie mój ojciec, podniósł moje zdeformowane ciało w ramionach i usiadł na skraju łóżka. Spojrzał na mnie, a po jego szorstkiej twarzy spływały wielkie łzy. „Moja droga”, powiedział, „nie wiesz, nie masz pojęcia, co to są pieniądze, ale oddałem wszystko, zapłaciłem wszystko, co miałem, i jeszcze więcej, żeby cię uzdrowić. Betty, twój ojciec zaszedł tak daleko, jak tylko mógł. Nie ma już nadziei”.

Wyjął chusteczkę i otarł łzy. Patrząc na mnie, powiedział: „Nie sądzę, żeby Jezus chciał, żebyś cierpiała jeszcze długo. Wkrótce przyjdzie, żeby zabrać cię do domu, a kiedy wejdziesz do środka, stań tam i obserwuj, kto nadchodzi. Pewnego dnia zobaczysz ojca przechodzącego przez perłowe bramy. Lekarze mówią, że to nastąpi wkrótce”.

Chcę od razu powiedzieć, że chociaż straciłam wszelką nadzieję na ludzką pomoc, wciąż wierzyłam w Boga!

Pewnego dnia przed zachodem słońca zaatakował mnie tak nie do zniesienia ból, że straciłam przytomność. Trzy godziny później moja matka zauważyła, że ​​prawie nie oddycham i praktycznie nie mam pulsu. Poprosiła lekarza, żeby przyszedł. Po zbadaniu powiedział: „To prawdopodobnie koniec, ona ledwo odzyska przytomność”. Leżałam nieprzytomna przez cztery dni i noce. Wezwano rodzinę i pominięto wszelkie formalności.

Piątego dnia pamiętam, że otworzyłam oczy. Matka pochyliła się nad łóżkiem i położyła zimną dłoń na moim płonącym czole. Czułam, jakbym płonęła w środku. Ostre bóle przeszyły mi plecy. Matka powiedziała: „Betty, poznajesz mnie? To Matka!” Nie mogłam mówić, ale się do niej uśmiechnęłam. Podniosła rękę do nieba i zaczęła chwalić Boga, bo czuła, że ​​Bóg odpowiedział na jej modlitwy i oddał mnie jej.

Kiedy tak leżałam i patrzyłam na nią, pomyślałam: „Co wolałabym zrobić? Albo zostać tutaj z mamą i tatą, albo pójść do miejsca, o którym czytała mi mama, gdzie nie ma bólu”.

Pamiętam, jak Matka zwykła mawiać: „Betty, w niebie nie ma kalek”. Mówiła, że ​​w niebie nie ma chorób ani śmierci, a Bóg wziął swoją wielką chusteczkę i otarł wszystkie łzy z naszych oczu. Tego dnia odmówiłem modlitwę, którą, jak przypuszczam, wypowiadało wielu innych: „Jezu, wiem, że jestem zbawiony i gotowy pójść do nieba. Teraz, Panie, modliłem się przez wszystkie te lata o uzdrowienie, ale zostałem odrzucony. Dotarłem do końca drogi i nie wiem, co zamierzasz zrobić. Proszę, przyjdź i zabierz mnie do nieba!”. Kiedy się modliłem, ogarnęła mnie gęsta ciemność. Poczułem, jak tarcza śmierci wpełza przez moje ciało. W jednej chwili poczułem zimno i byłem całkowicie otoczony ciemnością.

Jako dziecko zawsze bałem się ciemności, więc zacząłem krzyczeć: „Gdzie jestem? Co to za miejsce? Gdzie jest mój ojciec? Chcę być z moim ojcem!”. Ale mój przyjacielu, nadchodzi czas, kiedy twój ojciec i matka nie mogą iść z tobą. Mogą stać i patrzeć, jak bierzesz ostatni oddech, ale tylko Jezus może przejść z tobą ścieżkę śmierci!

Kiedy ciemność mnie ogarnęła, zobaczyłem przez ciemność długą, ciemną, wąską dolinę. Przeszedłem przez tę dolinę. Zacząłem krzyczeć: „Gdzie ja jestem? Co to za miejsce?” I w oddali słyszałem głos mojej matki mówiącej cicho: „Choćbym szedł doliną cienia śmierci, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną!”

Pamiętam, jak powiedziałem: „To musi być dolina śmierci. Prosiłem o śmierć, bo chciałem być z Jezusem, a potem muszę nią iść”. I szedłem przez to ciemne miejsce. Przyjacielu, tak pewne jak to, że żyjesz, że każdy z was musi kiedyś umrzeć, a kiedy śmierć cię dosięgnie, musisz przejść przez tę dolinę. Jestem przekonany, że jeśli nie masz Jezusa, musisz przejść przez nią sam w ciemności.

Ledwie wszedłem do doliny, gdy miejsce to rozświetliło się, jakby był najjaśniejszy dzień. Poczułem, jak coś silnego i mocnego chwyta mnie za rękę. Nie musiałem patrzeć. Wiedziałem, że to nie była ręka ojca ani matki. Wiedziałem, że to silna i zraniona ręka Syna Bożego, tego, który zbawił moją duszę.

Wziął mnie za rękę i mocno trzymał, a ja szedłem dalej przez dolinę. Teraz już się nie bałem. Byłem szczęśliwy, bo teraz wracałem do domu. Moja matka powiedziała, że ​​w niebie będę miał nowe ciało, takie, które będzie proste i zdrowe, a nie poskręcane i skurczone.
W końcu usłyszeliśmy muzykę w oddali, najwspanialszą muzykę, jaką kiedykolwiek słyszałem. Szliśmy szybciej. Dotarliśmy do szerokiej rzeki, która oddzielała nas od tej pięknej krainy. Spojrzałem na drugą stronę i zobaczyłem zieloną trawę, kwiaty w każdym kolorze, piękne kwiaty, które nigdy nie zwiędną. Zobaczyłem Rzekę Życia płynącą przez miasto Boga. Na brzegu stały tłumy ludzi odkupionych drogocenną krwią Baranka i śpiewali: „Hosanna naszemu Królowi”. Spojrzałem na nich. Nikt nie miał guza na kręgosłupie, a ich twarze nie były torturowane i wykrzywione bólem. Powiedziałem: „Za kilka minut przejdę na drugą stronę, aby dołączyć do niebiańskiego chóru czcicieli, a w chwili, gdy stanę po drugiej stronie, będę wyprostowany, zdrowy i silny”.

Chciałem przejść na drugą stronę. Wiedziałem, że nie przekroczę rzeki sam, ponieważ Jezus będzie ze mną. Ale w tej samej chwili usłyszałem głos Jezusa i słuchałem uważnie, jak zwykle robię, gdy słyszę głos Mistrza. Bardzo czule i z wielką życzliwością Jezus powiedział: „Nie, Betty, jeszcze nie nadszedł twój czas, aby przekroczyć rzekę. Wróć i wypełnij powołanie, które ci dałem, gdy miałaś dziewięć lat. Wróć, ponieważ gdy nadejdzie upadek, twoje uzdrowienie nastąpi!”

Kiedy stałam tam i słuchałam słów Jezusa, muszę przyznać, że byłam zdezorientowana. Pamiętam, jak powiedziałam, a łzy spływały mi po twarzy: „Dlaczego Jezus miałby mnie odrzucić, skoro jestem tak blisko szczęścia i zdrowia? Nigdy w życiu nie zaznałam dobrego dnia. Dlaczego nie mogę teraz tam wejść, skoro jestem tak blisko nieba?”

Potem pomyślałam: „Och, co ja mówię?” Zwracając się do Jezusa, powiedziałam: „Panie, jestem zrozpaczona. Twoja droga jest lepsza od mojej. Chcę wrócić!”

Powoli odzyskałam przytomność. Wtedy lekarz powiedział, że nie przeżyję miesięcy letnich. Tydzień później nie mogłam już mówić. Guzy stawały się coraz większe i słyszałem jak mama mówiła: „Tato, spójrz na te grudki, jakie są twarde i jak bardzo się powiększyły”. Ona musi strasznie cierpieć".

Nie mogłam jej powiedzieć, jak bardzo cierpię, bo nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Wiem, co to znaczy odczuwać tak wielki ból, że muszę gryźć wargi, żeby nie krzyczeć z bólu, żeby mama mogła się wyspać.

Nadeszło wczesne lato. Wszyscy w hrabstwie Martin w Minnesocie wiedzieli, że mała córeczka Baxtera nie żyje. Grzesznicy i zbawieni ludzie przychodzili do mojego łóżka, ale większość czasu byłam nieprzytomna. Kiedy byłam przytomna, poklepywali mnie po ramieniu, mówili miłe słowa i cicho wychodzili.

Ale kiedy byłam nieprzytomna, nigdy nie traciłam nadziei. Nie mogłam mówić na głos, ale powiedziałam w sercu: „Jak tylko nadejdzie jesień, zostanę uzdrowiona, prawda, Jezu?”. Nigdy nie wątpiłam, bo Jezus nigdy nie złamał obietnicy! Jezus dotrzymuje słowa. Dotrzymałam wiary, że uzdrowi mnie kiedyś jesienią.

14 sierpnia tego lata dostałam zdolność mówienia. Nie odzywałam się od tygodni i zapytałam: „Mamo, jaki dziś dzień?” Odpowiedziała: „14 sierpnia”. Mój miły ojciec przyszedł wieczorem. Powiedziałam: „Tato, gdzie jest ten duży fotel? Proszę, połóż w nim poduszki i posadź mnie na nim”. Jedynym sposobem, w jaki mogłam usiąść na fotelu, było oparcie głowy na kolanach i opuszczenie rąk wzdłuż ciała. Powiedziałam: „Tato, kiedy wychodzisz, zamknij drzwi. Powiedz mamie, żeby przez jakiś czas nie wchodziła. Chcę być sama”.

Usłyszałam, jak mój kochany ojciec płacze, wychodząc z pokoju, i o nic mnie nie pytał. Wiedział, dlaczego chciałam być sama. Miałam umowę z Królem.

Przyjacielu, chcę ci powiedzieć, że ty również możesz umówić się z Jezusem, kiedy tylko chcesz z Nim porozmawiać. On jest gotowy porozmawiać z tobą o każdej porze dnia i nocy.

Usłyszałam, jak tata zamyka drzwi. Zaczęłam płakać i łzy popłynęły. Nie wiedziałam, jak się modlić. Wszystko, co mogłem zrobić, to porozmawiać z Jezusem, ale dobrze było to zrobić. Powiedziałem: „Panie, pamiętasz miesiące temu, kiedy prawie dostałem się do nieba, ale nie chciałeś mnie wpuścić. Jezu, obiecałeś, że jeśli będę chciał wrócić, uzdrowisz mnie, gdy nadejdzie jesień. Dziś rano zapytałem Mamę, jaki jest dzień, a ona powiedziała, że ​​14 sierpnia. Jezu, chyba nie spodziewasz się, że jesień jeszcze nadejdzie, bo jest jeszcze tak ciepło, ale Panie, zastanawiam się, czy nie mógłbyś po prostu wezwać tej jesieni na ten rok i przyjść i mnie uzdrowić? Bóle są tak straszne, Jezu. Zaszedłem tak daleko, jak mogłem. Nie mogę już znieść bólu. Zastanawiam się, Panie, czy nie wezwiesz tej jesieni i nie przyjdziesz i mnie uzdrowić”.

Słuchałem! Niebo było tak ciche. Ale się nie poddałem. Modliłem się trochę inaczej niż większość ludzi, myślę. Jeśli nie słyszę z nieba, modlę się, aż Jezus mi odpowie. Słuchałem jeszcze przez chwilę. Kiedy nie było odpowiedzi, znowu zacząłem płakać. Powiedziałem: „Panie, chcę Ci powiedzieć, co chcę zrobić. Chcę zawrzeć z Tobą umowę. Jeśli mnie uzdrowisz i uzdrowisz od wewnątrz i na zewnątrz, będę wychodził i głosił kazania każdej nocy, aż będę miał 90 lat, jeśli tego chcesz”. Posłuchaj, Bóg wiedział, że byłem szczery. Modliłem się ponownie: „Panie, chcę zrobić coś więcej. Jeśli mnie uzdrowisz, abym mógł chodzić i używać rąk, być silnym i normalnym, chcę Ci oddać całe moje życie. Nie będzie już należało do Betty Baxter. Będzie Twoje i tylko Twoje”.

Słuchałem po złożeniu tych uroczystych obietnic. Tym razem zostałem nagrodzony. Usłyszałem głos Jezusa mówiący do mnie wyraźnie. Powiedział te słowa: „Uzdrowię cię całkowicie 24 sierpnia, w niedzielę po południu o godzinie 15:00”.

Fala nadziei i oczekiwania przetoczyła się przez całe moje ciało i duszę. Bóg powiedział mi, jaki jest dzień i godzina. On wie wszystko, prawda? Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy, brzmiała: Teraz mama będzie szczęśliwa, kiedy jej to powiem. Pomyśl tylko, jak szczęśliwa będzie, kiedy powiem jej, że znam dzień i godzinę. Potem Jezus przemówił ponownie i powiedział do mnie: „Nie, nie mów mi o tym, dopóki nie nadejdzie mój czas”.

Pomyślałam: Nigdy nie ukrywałam niczego przed mamą. Jak mogłabym jej o tym nie powiedzieć? Zanim zostałam uzdrowiona, bardzo bałam się zrobić coś, co nie spodobałoby się Panu. Dlatego nie odważyłam się powiedzieć mamie, że znam dzień i godzinę.

Po tym, jak Jezus mi to powiedział, poczułam się jak nowa osoba. Nie pamiętałam już moich strasznych cierpień ani nerwowego bicia mojego zbyt wielkiego serca. 24 sierpnia zbliżał się wielkimi krokami i miałam zostać wydana na świat. Usłyszałem, jak otwierają się drzwi i weszła Matka. Uklękła przy mnie i spojrzała mi w twarz. Och, jak bardzo chciałem jej powiedzieć, co powiedział mi Jezus. Najtrudniej było mi nie powiedzieć jej wszystkiego.

Spojrzałem na Matkę. Pomyślałem, że coś się jej stało. Wyglądała dziś tak pięknie i młodo. Potem pomyślałem, że powodem, dla którego wyglądała tak jasno i dobrze, było to, że znałem sekret mojego uzdrowienia w następną niedzielę. Spojrzałem na nią i byłem przekonany, że coś się jej stało. Jej oczy nigdy wcześniej nie miały takiego blasku. Potem pochyliła się nade mną, odgarnęła mi włosy z czoła i powiedziała: „Mój przyjacielu, czy wiesz, kiedy Pan przyjdzie, aby cię uzdrowić?” Och, wiedziałem, ale nie byłem w stanie tego powiedzieć.

Nie mogłem powiedzieć „Nie”, ponieważ wtedy nie powiedziałbym prawdy! Więc zapytałem: „Kiedy?”

Mama się uśmiechnęła i powiedziała: „24 sierpnia, w niedzielę po południu o godzinie 15:00”. Powiedziałam: „Mamo, skąd wiesz? Czy skłamałam, żebyś się dowiedziała?” Odpowiedziała: „Nie, ten sam Bóg, który mówi do ciebie, mówi też do mnie!” Kiedy moja mama to powiedziała, nabrałam podwójnej pewności, że Bóg uzdrowi moje ciało 24 sierpnia i mnie uzdrowi. Powiedziałam: „Mamo, robię się wyższa, prawda? Czy guzy na moich plecach zniknęły?” Spojrzała na mnie i powiedziała: „Nie, Betty, z każdym dniem jesteś coraz bardziej zgarbiona, a guzy też się powiększyły”. Powiedziałam: „Mamo, czy nadal wierzysz, że Bóg pomoże mi 24 sierpnia?” Odpowiedziała: „Tak, wierzę. Wszystko jest możliwe, jeśli tylko wierzymy!”

Nowa spódnica
Powiedziałam: „Mamo, posłuchaj mnie. Nie nosiłam spódnicy odkąd byłam małym dzieckiem. Przez całe życie nosiłam tę koszulę nocną. Nie miałam na nogach butów. Mamo, kiedy Jezus mnie uzdrowi w niedzielne popołudnie, chcę wieczorem pójść do domu Bożego. Sklepy są zamknięte w niedzielę. Mamo, jeśli naprawdę wierzysz, że Jezus mnie uzdrowi, czy nie możesz pójść do Fairmont dziś po południu i kupić mi nowych ubrań? Mamo, możesz, prawda?”

Mama pokazała swoją wiarę swoimi uczynkami. „Tak, moje dziecko, idę dziś do miasta i kupię ci jakieś ubrania na niedzielny wieczór” — powiedziała. Gdy miała już wychodzić, ojciec ją zatrzymał: „Dokąd idziesz?”

„Idę do miasta” — powiedziała. „Co tam będziesz robić?” — zapytał. „Kupię Betty nową spódnicę” — powiedziała. „Nie, mamo, wiesz, że nie możemy jej kupić nowej spódnicy, zanim nas opuści, i nie myślmy o tym, dopóki tego nie zrobi”, powiedział mój kochany ojciec. „O nie, otrzymała obietnicę Jezusa, że ​​uzdrowi ją w niedzielne popołudnie, 24 sierpnia, a ja otrzymałem tę samą wiadomość. Teraz jadę do Fairmont, żeby kupić jej nowe ubrania!”

Moja mama zrobiła, jak powiedziała, przyniosła je i pokazała mi. Pomyślałam, że spódnica była najpiękniejsza, jaką kiedykolwiek widziałam. Buty były z najlepszej skóry i były tak piękne.

Teraz stara niebieska spódnica jest spakowana wśród moich rzeczy na dnie starej skrzyni w domu mojej mamy w Iowa. Po uzdrowieniu nosiłam ją, aż rozdarłam w niej dziurę, ocierając ją o ambonę, z której głosiłam kazanie.

Powiedziałam: „Mamo, nie uważasz, że będę wyglądać ładnie, kiedy się wyprostuję i będę mogła założyć tę śliczną spódnicę i te ładne buty?” Kiedy ktoś przychodził mnie odwiedzić, mówiłam: „Mamo, przynieś spódnicę i buty tutaj i pozwól moim przyjaciołom je zobaczyć!” Patrzyli na mnie, na spódnicę, a potem na moją mamę. Wiedziałam, że mieli własne myśli na mój temat, ale wiedziałam, co się wydarzy 24 sierpnia.

Wszedł nasz stary sąsiad, pijak. Kazałam mamie pokazać mu moje nowe ubrania. „Czy kiedykolwiek widziałeś, jak chodzę?” – zapytałam. „Nie”. „Chciałbyś?” „Tak, chciałbym!” „Wtedy możesz przyjść tutaj w niedzielę po południu, ponieważ o godzinie 15:00 Jezus przyjdzie tutaj i mnie uzdrowi. Jeśli nie możesz przyjść tutaj w niedzielę po południu, to przyjdź do Gospel Tabernacle wieczorem, ponieważ ja tam będę”.

Spojrzał na mnie i powiedział: „Słuchaj, chcę ci powiedzieć, że jeśli nadejdzie dzień, w którym zobaczę cię stojącego i chodzącego, nie tylko zostanę chrześcijaninem, ale także zielonoświątkowcem. Tak, są ludzie stojący tam i mówiący: „Gdybym mógł zobaczyć cud, uwierzyłbym!” Ale jeśli nie wierzysz, zanim się wydarzy, prawdopodobnie wymyślisz jakąś wymówkę lub inną później. Ten człowiek widział mnie stojącego i chodzącego, a także słyszał, jak opowiadam historię mojego życia, ale jeszcze nie jest zbawiony.

Nadeszła sobota, 23 sierpnia. Moja mama zawsze spała w łóżku w moim pokoju, żeby być ze mną. Tej nocy, gdy wszyscy poszli spać, ona przyszła i zasnąłem. Pewnej nocy się obudziłem. Księżyc świecił przez okno i na końcu mojego łóżka. Usłyszałem, jak ktoś mruczy i spojrzałem, żeby zobaczyć, czy tata wszedł do pokoju, żeby porozmawiać z mamą. Potem zobaczyłem kogoś klęczącego z uniesionymi rękami w świetle księżyca. To była mama i łzy spływały jej po twarzy. Modliła się, „Panie, starałam się być dobrą matką dla Betty. Zrobiłam wszystko, co mogłam, aby nauczyć ją o Tobie, drogi Jezu. Nigdy nie byłam od niej oddalona, ​​ale jeśli ją uzdrowisz, jestem gotowa pozwolić jej pójść gdziekolwiek chcesz, aby poszła, nawet jeśli będzie to przez wzburzone morze, abyś mógł zrobić dla niej jutro te rzeczy, których nikt inny nie może zrobić. Ona jest Twoja, Jezu, jutro jest ten dzień. Uwolnisz ją, prawda, Jezu?"

Znowu zasnęłam. Nie mogłam wstać i się pomodlić, ale matka zajęła moje miejsce. To dzięki jej wierze dziś wierzę w Boga i mam uzdrowienie w ciele.

Nadszedł niedzielny poranek. Ojciec zabrał moich braci i siostry do szkoły niedzielnej. Powiedzieli, że modli się za mnie ze złamanym sercem, mówiąc, że jestem w znacznie gorszym stanie i że wkrótce umrę, jeśli Bóg nie zainterweniuje.

Poprosiłam mojego przełożonego, żeby przyszedł tego dnia o 3:00, ale powiedział, że ma spotkanie do wypełnienia w kościele w Chicago i że to jest dla niego najważniejsza rzecz w tym czasie. Moja matka zaprosiła kilku przyjaciół, mówiąc: „Panie, przyjdźcie i bądźcie tu około 2:30 na nabożeństwo o 10:00 rano”. 3 To się wydarzy".

Przyszli o 2:00 i powiedzieli: „Pani Baxter, jesteśmy wcześnie, ale wiemy, że coś się wydarzy i nie chcemy przegapić tego doświadczenia”. Taka była atmosfera, która mnie otaczała, kiedy zostałem uzdrowiony.

Za piętnaście trzecia, Matka przyszła do mojego łóżka. Zapytałem: „Mamo, która godzina?” Odpowiedziała: „Dokładnie piętnaście minut przed przyjściem Jezusa, aby cię uzdrowić!” Powiedziałem: „Mamo, podnieś mnie i posadź na dużym krześle”. Zabrała mnie i posadziła moje powykręcane ciało na krześle, podpierając mnie poduszkami. Zobaczyłem moich przyjaciół klęczących na podłodze wokół krzesła. Zobaczyłem mojego najmłodszego brata, który miał cztery lata, i zauważyłem, że nie byłem od niego wyższy, kiedy stałem. Uklęknął obok mnie, spojrzał na mnie i powiedział: „Już niedługo będziesz dużo wyższy ode mnie”. Za dziesięć trzecia, Matka zapytała, co mam zrobić. „Mamo, zacznij się modlić! Chcę się modlić, kiedy przyjdzie Jezus”. Słyszałem, jak płacze i modli się do Jezusa, aby wypełnił swoją obietnicę i uzdrowił moje ciało.

Jak przyszedł Jezus
Nie straciłem przytomności, ale byłem zagubiony w Duchu Bożym. Zobaczyłem przed sobą dwa bardzo stare drzewa, stojące tam wysokie i smukłe. Kiedy na nie patrzyłem, jedno z nich zaczęło się wyginać, aż jego wierzchołek sięgnął ziemi. Zastanawiałem się, dlaczego jedno z drzew jest wygięte w ten sposób. Potem zobaczyłem Jezusa idącego drogą. Przyszedł między drzewami, a moje serce radowało się, jak zawsze, kiedy widzę Jezusa. Przyszedł i stanął przy wygiętym drzewie. Kiedy na mnie spojrzał, uśmiechnął się i położył rękę na wygiętym drzewie. Z trzaskiem i trzaskiem wyprostowało się, tak że stało się takie jak drugie. Powiedziałem: „Tak będzie ze mną. Dotknie mojego ciała, a moje nogi będą trzaskać i trzaskać, a wtedy wstanę i będę zdrowy”.

Nagle usłyszałem dźwięk nadchodzącej silnej burzy. Usłyszałem wycie wiatru. Próbowałem przemówić przez burzę: „On nadchodzi. Czy go nie słyszysz? W końcu nadszedł!” Nagle hałas ustał. Wszystko stało się ciche i spokojne i wiedziałem, że w tej ciszy przyjdzie Jezus.

Siedziałam na dużym krześle – bezradna kaleka. Byłam tak głodna, żeby Go zobaczyć. W końcu zobaczyłam, jak biała, błyszcząca chmura nabiera kształtu, ale to nie była chmura, na którą czekałam. Wtedy Jezus wyszedł z chmury. Kiedy powoli zbliżał się do mnie, zobaczyłam Jego twarz. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie w Jezusie, to Jego oczy. Był wysoki i szeroki w ramionach, ubrany w lśniącą, białą szatę. Jego włosy były brązowe i rozdzielone na środku. Spadały falami na ramiona. Nigdy nie zapomnę Jego oczu.

Wielokrotnie, kiedy ciało jest wyczerpane i proszono mnie, żebym zrobiła coś dla Jezusa, czasami chciałam powiedzieć nie. Ale kiedy przypominam sobie Jego oczy, zmuszają mnie do wyjścia na pole żniwne, aby zdobyć więcej dusz.

Jezus szedł powoli w moją stronę, wyciągając do mnie ręce. Zauważyłam głębokie blizny na Jego dłoniach. Im był bliżej, tym bardziej to czułam. Kiedy podszedł do mnie, poczułam się mała i niegodna. Byłam niczym więcej niż małą, zapomnianą dziewczynką, majaczącą i kaleką.

Potem się do mnie uśmiechnął i już się nie bałem. Był moim Jezusem. Jego oczy trzymały moje, a jeśli kiedykolwiek spojrzałem w oczy pełne piękna i współczucia, to były to oczy Jezusa. Nie spotkałem wielu ludzi, którzy mieliby takie oczy jak Jezus. Kiedy widzę kogoś, kto ma w oczach tę miłość i współczucie, chcę być blisko tej osoby. Tak właśnie czuję się w stosunku do Jezusa. Chcę żyć tak blisko Niego, jak to możliwe.

Jezus przyszedł i stanął obok mojego krzesła. Jedna część Jego szaty była luźna i opadła na wnętrze krzesła, a gdyby moje ramiona nie były sparaliżowane, mógłbym jej dotknąć. Myślałem, że będę miał okazję porozmawiać z Nim i poprosić Go, aby mnie uzdrowił, kiedy przyjdzie. Ale nie mogłem powiedzieć ani słowa. Po prostu patrzyłem na Niego i nie odrywałem wzroku od Jego drogiej twarzy, próbując powiedzieć Mu, jak bardzo Go potrzebuję. Pochylił się, spojrzał mi w twarz i przemówił cicho. Teraz mogę usłyszeć każde słowo, ponieważ są one zapisane w moim sercu. Powiedział do mnie czule: „Betty, byłaś cierpliwa, miła i kochająca”.

Kiedy wypowiedział te słowa, pomyślałam, że mogłabym cierpieć przez kolejne 15 lat, gdybym tylko mogła zobaczyć Jezusa i usłyszeć, jak znów do mnie mówi.

Powiedział: „Obiecałem ci zdrowie, radość i szczęście”. Zobaczyłam, jak wyciągnął rękę i czekałam. Wtedy poczułam, jak Jego ręka dotyka guzów na moich plecach. Wiele osób mówi: „Czy nigdy nie męczy cię opowiadanie o swoim uzdrowieniu?” Nie, ponieważ za każdym razem, gdy o tym opowiadam, znów czuję Jego rękę.

Położył swoją rękę na środku moich pleców, na jednym z dużych guzów. W tym samym czasie poczułam ciepło niczym płonący ogień, który przeniknął całe moje ciało. Dwie ciepłe ręce chwyciły moje serce i ścisnęły je, a kiedy ciepłe ręce umieściły serce na miejscu, mogłam po raz pierwszy w życiu normalnie oddychać.

Dwie ciepłe ręce pogłaskały mój brzuch i narządy trawienne i wiedziałam, że wszystkie moje narządy wewnętrzne zostały uzdrowione. Teraz nie potrzebowałam nowej nerki i mogłam jeść wszelkiego rodzaju jedzenie, ponieważ On mnie uzdrowił.

Ciepło przeszło przez moje ciało. Potem spojrzałam na Jezusa, żeby zobaczyć, czy mnie opuści, kiedy zostanę uzdrowiona w środku. Jezus się uśmiechnął i poczułam Jego ręce na moich guzach, a kiedy Jego ręce objęły moje plecy, przeszedł przeze mnie taki prąd, jakbym dotknęła silnego prądu. Poczułam to uczucie jak prąd elektryczny i stanęłam na nogach całkowicie wyprostowana i wyprostowana.

Zostałam uzdrowiona od wewnątrz i od zewnątrz. W ciągu dziesięciu sekund Jezus mnie uzdrowił i całkowicie uzdrowił. Zrobił to dla mnie w ciągu kilku chwil, czego żaden lekarz na tej ziemi nie potrafiłby zrobić. WIELKI DOKTOR zrobił to i zrobił to doskonale.

Mówisz: „Betty, jak się czułaś, kiedy wyskoczyłaś z krzesła?” Nigdy tego nie zrozumiesz, dopóki nie będziesz kiedyś beznadziejną kaleką. Nigdy tego nie zrozumiesz, dopóki nie usiądziesz na krześle bez nadziei. Pobiegłam do mojej matki i powiedziałam: „Mamo, sprawdź, czy guzy zniknęły?”

Obmacała moje plecy i powiedziała: „Tak, już ich nie ma. Słyszałam, jak kości pękają i trzaskają. Betty, jesteś uzdrowiona! Jesteś uzdrowiona! Chwała Mu za to!”

Odwróciłam się i spojrzałam na puste krzesło, a łzy spływały mi po policzkach. Moje ciało czuło się tak, jakby nie miało czucia, ponieważ nie odczuwałam już bólu, a zawsze odczuwałam ból.

Myślałam, że jestem taka wysoka, ponieważ byłam zgięta niemal w pół z głową na piersi, guzy zniknęły, a moje plecy były proste. Podniosłam ramiona i uszczypnęłam jedno z nich. Moje ramiona poczuły - nie były już zdrętwiałe.

Potem spojrzałam na mojego młodszego brata, który stał obok krzesła. Po jego policzkach spływały wielkie łzy. Kiedy podniósł wzrok, usłyszałam, jak mówi: „Widziałem, jak Sis wyskakuje z dużego krzesła. Widziałem, jak Jezus uzdrawia Sis!” Był naprawdę podekscytowany.

Potem spojrzałam na mojego młodszego brata, który stał obok krzesła. Po jego policzkach spływały wielkie łzy. Kiedy spojrzał w górę, usłyszałam, jak mówi: „Widziałem, jak Sis wyskakuje z dużego krzesła. Widziałem, jak Jezus uzdrawia Sis!” Był naprawdę podekscytowany.

Jezus nadal stał tuż za młodszym bratem. Spojrzał na mnie od stóp do głów. Byłam wyprostowana i normalna. Kiedy trzymał moje oczy swoimi, zaczął mówić powoli. A tego, co powiedział, nigdy nie zapomnisz. „Betty, spełniłem pragnienie twojego serca: zostać uzdrowioną. Jesteś normalna i zdrowa. Teraz masz swoje zdrowie. Jesteś całkowicie zdrowa, ponieważ cię uzdrowiłem”. Kiedy zatrzymał się na chwilę, rzucił mi badawcze spojrzenie i z autorytetem w swoim ukochanym głosie powiedział: „Pamiętaj, aby każdego dnia patrzeć w niebo i być czujną. Następnym razem, kiedy mnie zobaczysz, będę na niebie i wtedy cię nie zostawię, ale chcę, żebyś zawsze była ze Mną”. Mój drogi przyjacielu, On wkrótce powróci!